komunikacja

Cisza zamiast słowa

12 paź

W piwnicy, w kartonie wśród moich ukochanych komiksów o „Kajku i Kokoszu”, znalazłem „Gazetę Olsztyńską” z pamiętnego sierpnia 1981 r. Cztery strony, maszynopis, cena 2 zł. Każdy wiedział z niej wtedy, co jest ważne, bo ważnego było mało. Październik 2026: terabajty newsów, noże w szkołach i plotka o „krwawym piątku”, która w kilka godzin stawia na nogi 20 tysięcy policjantów. Dziś ważne jest wszystko naraz, więc nie wiemy już nic. Wtedy walczyliśmy o słowo. Dziś trzeba walczyć o ciszę.

Cisza zamiast słowa

Środa, 19 sierpnia 1981 r. „Gazeta Olsztyńska” nr 165, cena 2 zł. Znalazłem ją w piwnicy, w kartonie, pod całą serią „Kajka i Kokosza”. Leży na moim biurku obok MacBooka i budzi przemyślenia. To biały kruk. Wersja awaryjna, przepisana na maszynie, bo Solidarność ogłosiła „dni bez prasy” i drukarze ogłosili strajk.

Redakcja wydała ją mimo wszystko i w ramce na pierwszej stronie wyjaśniła dlaczego: bieżąca informacja o sytuacji w kraju i województwie jest potrzebna „jak chleb powszedni”. Ramka miała heroiczny tytuł „Słowo zamiast ciszy”.

Szkoła latania

Przeczytałem to wydanie od deski do deski. Zajęło mi to kwadrans. Cztery strony, cały dzienny przydział informacji z kraju i ze świata (sic!).

W tym kwadransie dowiaduję się wszystkiego, co ważne tamtego dnia. Biuro Polityczne obraduje. Ciepłowni w Kortowie zabraknie węgla po dwóch dobach sezonu grzewczego, a redakcja pyta wprost: „Czy będziemy marznąć?”. Motocykliści powodują połowę wypadków w województwie. W Bartoszycach nie sprzedadzą ci mleka, jeśli nie oddasz butelki. Wolny handel mięsem jest zakazany. W Mrągowie, na prośbę czytelników, alkohol będzie na kartki. Na targowisku ziemniaki po 6-7 zł, pomidory po 20-25 zł, jabłek brak. W Awangardzie grają „King Konga”, w Polonii „Człowieka z żelaza”. Program telewizyjny kończy się o 23.15 audycją „Telewizja w sprawie miliardów”. Telefon zaufania działa od 16.00 do 22.00.

Brakuje wszystkiego: węgla, mięsa, butelek, prawdy. Ale jednego nie brakuje. Każdy wie, co jest ważne, bo ważnego jest mało.

W komiksach pod gazetą było podobnie. Zbójcerze mieli złe zamiary, wiadomo było, skąd nadchodzą i po co. Kajko i Kokosz zawsze wiedzieli, kto jest wróg a kto przyjaciel. My dziś nie wiemy nawet, czy wróg w ogóle istnieje...

W wojsku Hegemona

Październik 2026 r. Wyją syreny. Noże w szkołach. W ciągu doby te informacje docierają do mnie z czterdziestu źródeł, w trzystu wersjach, z tysiącem komentarzy pod każdą.

Ostrołęka: 19-latek z nożem rani dziewięć osób. Leszczydół-Nowiny: 15-latek zabija 37-letnią pracownicę szkoły. Warszawa: 21-latka rani trzy osoby przy sekretariacie.

Potem przychodzi drugi atak, tym razem z sieci. Na TikToku i czatach gier krąży zapowiedź „krwawego piątku”, zmasowanych napaści w całym kraju 9 października. Okazuje się fałszywa. Jej skutki są jak najbardziej prawdziwe: ponad 117 zatrzymanych nastolatków, odwołane lekcje w kilkudziesięciu szkołach, 20 tysięcy policjantów pod szkołami. I uczniowie, którzy zaczynają nosić noże w plecakach, bo… się boją.

Zatrzymajmy się przy tym ostatnim. Szum zrobił to, czego nie zrobił żaden nożownik: uzbroił dzieci, które chciały się tylko bronić.

Część komentatorów widzi w tym agenturalną fałszywą flagę w wojnie hybrydowej. Może tak, może nie. Ale to akurat potwierdza problem. W szumie fejk ma tę samą wartość co fakt. A dezinformacji nikt nie musi już nam aplikować z zagranicy, bo produkujemy ją z zapałem sami, w czasie rzeczywistym, za darmo i w ilościach nie do przetrawienia.

Szranki i konkury

Politycy stają w szranki. Każdy ma swój cudowny lek: kontrola plecaków, zakaz mediów społecznościowych do 15. roku życia. Posłanka z regionu pyta wyborców, co o tym sądzą. Na Facebooku. Głosowanie reakcjami: łapka to „tak”, serduszko to „nie”. Ponad 5 tysięcy reakcji. Debata o tym, jak bardzo media społecznościowe uzależniają, prowadzona metodą, która ma uzależniać: reakcja, komentarz, zasięg, bijatyka w komentarzach. Algorytm jest zadowolony, posłanka na pewno też.

Pod tą "ankietą" jedna z pań napisała: „Jestem za karaniem polityków, którzy w internecie hejtują innych polityków”. Trafia w sedno. Dzieci nie robią tego, co im mówimy. Dzieci robią to, co widzą.

A widzą Sejm i wiadomości, które oglądają i komentują rodzice. Tam ludzie, którym ich rodzice dali mandat zaufania, obrażają się nawzajem z mównicy w coraz bardziej finezyjny sposób. Potem tną to na rolki i biją się o zasięgi z zawziętością patostreamerów.

Wyobraźmy sobie zebranie izby branżowej, która ustala zasady dla całego sektora, a jej członkowie mówią do siebie językiem sejmowej debaty. Skandal, dymisje, komunikat kryzysowy - pewne. W Sejmie i mediach publicystycznych to dzień jak co dzień. O tym, co słychać na taśmach nagranych po cichu w restauracjach, nawet nie wspominam. Teatr, maski, opium, chocholi taniec.

Dzieci widzą przede wszystkim rodziców. Zmęczonych, z telefonem w ręku do późnego wieczora. Najpierw służbowe maile, potem podobne treści i nagłówki, które dziecko scrolluje w swoim pokoju obok.

Dwa lata temu siedmiolatek przyniósł do szkoły we Włodawie granat. Według policji dostał go od taty. Tyle na marginesie o wzorcach.

Cudowny lek

Porównanie nasuwa się samo. W 1981 r. Polska miała kryzys niedoboru. Kartki, kolejki, puste półki i rachityczna gazeta, która racjonowała informacje. Dziś mamy kryzys nadmiaru. W naszych laptopach są terabajty (dez-)informacji. Nic nie jest racjonowane. Ani newsy, ani emocje, ani strach. Wtedy alkohol był na kartki. Dziś na kartki powinny trafić powiadomienia push.

Obie sytuacje to ten sam problem w lustrzanym odbiciu: problem dawki. Głodny człowiek i przekarmiony człowiek mają podobny problem: nie myślą jasno. Dziecko przebodźcowane po godzinach scrollowania i dorosły przebodźcowany po godzinach newsów reagują tak samo: szybciej, ostrzej, bez namysłu. Nóż w plecaku i hejt w Sejmie mają ze sobą coś wspólnego. Czy zakazy korzystania z Internetu dla nastolatków niosą jakiś większy sens oprócz propagandowego rezonansu?

Skarby Mirmiła

Pracuję z ludźmi, którzy mają wspomniany mandat zaufania i coś do stracenia. W czasie pokoju i wojny politycznej powtarzam im jedno: z szumem nie wygrasz, dokładając szumu. Wygrasz jakością i budowaniem poczucia bezpieczeństwa.

Czy ten tekst to przejaw nostalgii? Sam już nie wiem. Nie tęsknię za kartkami ani za Biurem Politycznym na okładce.

Ale tęsknię za proporcjami.

W 1981 r. Gazeta Olsztyńska walczyła o słowo zamiast ciszy. 

Dziś trzeba walczyć o ciszę, w której słowo ma znaczenie.

Maciej Rytczak | Rytczak Unlimited

Sprawdź moją ofertę, rozpocznijmy współpracę

Komunikacja, strategia i marka osobista dla osób publicznych z mandatem zaufania. Maciej Rytczak.

POROZMAWIAJMY
BLOG

Przeglądaj inne artykuły

Uwaga, świnia 24 wrz
Reputacja
Uwaga, świnia

Co ma wspólnego hiszpański znak drogowy, LinkedIn i podkładanie świń w drodze na sam szczyt? Kiedy w dniu sukcesu zawodowego lub politycznego rozpiera nas duma, łatwo popaść w pychę i uwierzyć, że nic nas nie powstrzyma. Tymczasem najgroźniejsze świństwa rzadko bywają dziełem przypadku. Najczęściej hodujemy je sami, nawet o tym nie wiedząc. Zapraszam do lektury, piszę o tym, jak bezpiecznie ogłosić sukces zawodowy i chronić reputację, gdy stawką jest nazwisko.

WORKATION czy WARCATION? 19 wrz
GEOPOLITYKA
WORKATION czy WARCATION?

Przez lata na pytanie o moją California rzucałem z uśmiechem: „To mój plecak ewakuacyjny”. Ten żart właśnie przestał być śmieszny. Kiedy premier mówi w Sejmie o trudnej zimie i dronach, chłodna analityka zderza się z naszą potrzebą poczucia bezpieczeństwa. Strefa komfortu, w której żyliśmy przez trzy dekady, właśnie pęka. Czy w chaotycznym świecie posiadanie własnego planu B i zatankowanego campervana to tylko ucieczka przed biurem, czy już gotowość na coś więcej?

Nie potrzebujesz lepszego biura. Potrzebujesz lepszej perspektywy. 17 wrz
Mindset
Nie potrzebujesz lepszego biura. Potrzebujesz lepszej perspektywy.

Rutyna zabija szybciej niż konkurencja. Gallup pokazuje, że 8 na 10 pracowników doświadcza wypalenia, a lekarstwem nie jest droższy open space, tylko autonomia i zmiana perspektywy. Świat potrzebuje i lotniskowców, i pirackich galeonów. Ten tekst jest o tym, dlaczego czasem ławka na klifie w Chorwacji działa lepiej niż warszawskie biuro za 10k miesięcznie.

Kontakt

Zacznijmy od diagnozy