Wyrzucili mnie z pracy. Dziękuję!
8 wrz
WYRZUCILI MNIE Z PRACY. DZIĘKUJĘ!
Są ludzie, którzy nie pasują do mainstreamu. Zamiast z nim walczyć, uczynili z tego swoją supermoc.
W środku polskiej zimy siedzę boso na progu mojego VW California nad oceanem w portugalskim Monte Gordo. Dzwoni klient z Warszawy. Pyta o spotkanie w niedzielę. „Jasne, jestem, online", odpowiadam. Na Starlinku mam świetny zasięg.
Z „biura" za plecami leci „Du lebst nur einmal" grupy die Toten Hosen, ścieżka dźwiękowa mojego kerouacowskiego życia w drodze. Kocham Atlantyk. Huk fal działa jak generator białego szumu. Wycisza, zostawia bezkresną przestrzeń na tworzenie. Dlatego moja agencja nazywa się Unlimited.
Marynarka wojenna na piracki galeon
Przez lata próbowałem zmieścić się w urzędnicze garnitury. Żaden nie pasował. Krawcy mówią: jeśli garnitur nie leży, zmień krawca. Ja zmieniłem marynarkę wojenną na piracki galeon.
To, co wywalczyłem w Starostwie i Urzędzie Miasta, do dziś definiuje Olsztyn: Strategia Promocji miasta-ogrodu, Warmiński Jarmark Świąteczny, rewolucja full dome w planetarium, promowanie „Kopernika Warmiaka".
Rok przed Euro 2012 odpaliłem kampanię „Olsztyn. Miasto Wolne od Futbolu". Skoro mistrzostwa omijają Olsztyn, niech Olsztyn zrobi z tego atut. Pirat miał prawo tak myśleć. Urzędnik nie.
W 2012 roku ówczesny prezydent ogłosił publicznie, że odwołuje dyrektora, który „nie trzyma się godzin pracy". Dyrektorem byłem ja. Porażka? Z perspektywy biurka, do którego trzeba pokornie wrócić, pełnoobjawowa. W praktyce: katapulta.
„Hoseni" śpiewają: „Steh auf, wenn du am Boden bist". Padłeś? Powstań! Wstałem i zerwałem z urzędową grawitacją. Tuż po odejściu z ratusza z grupą przyjaciół ogłosiliśmy naszpikowany gwiazdami fikcyjny Olsztyn Garden Festival. Wiralowy pomysł i społeczna presja przełamały opór władz. Tak narodził się Olsztyn Green Festival. Piracki majstersztyk.
Własny statek
Prawdziwy pirat musi mieć własny statek. Dla mnie to praca z każdego miejsca na świecie. Standard, który brutalnie usankcjonował Covid. Dezerterzy z marynarki wojennej wrócili na pokłady swoich korpo-lotniskowców. Ich globalnym radiowęzłem jest LinkedIn: uśmiechnięty mikrokosmos, w którym wszyscy jedzą o określonej godzinie i biorą udział w tych samych animacjach.
Ja buduję kompetencje inaczej, na burzliwym oceanie prawdziwych, często skrywanych emocji. Lata pracy poza strefą komfortu wyostrzyły mój zmysł definiowania ludzi i organizacji.
Trafiają do mnie marki globalne: FIVB, Orange, Auchan, Nestlé, Hyundai czy Hasbro, dla której z załogą pobiliśmy rekord Guinnessa. Chętnie sięgam też po marki niszowe, za którymi stoją pasjonaci. Lubię kreować polityków. Specjalizuję się w strategii i ratowaniu marek w kryzysie. A kryzys nigdy nie pyta o godziny pracy ani strefę czasową.
Follow the sun
Żyję w rytmie „follow the sun". Lato na Mazurach, wiosna i jesień nad Morzem Śródziemnym, zima w Andaluzji lub na Gran Canarii. Moja California to nie instagramowy vanlife. To „open space z widokiem": widzę więcej, myślę szerzej. Z dystansu łatwiej podejmować decyzje, od których czasem zależy czyjś majątek lub istnienie w życiu publicznym.
Do polityki nie wszedłem, choć propozycje były. „Kwestia smaku" — odpowiadam Herbertem. Wolę pracować poza zhierarchizowanymi strukturami i politycznym targowiskiem próżności. Wolność jest ważniejsza od „miłości szefa".
Jeśli czujesz, że Twoja marka dusi się w schematach i chcesz wypłynąć na szerokie wody — wezwij okręt pod banderą Unlimited. Zaprawiona w bojach załoga czeka. Come sail away!
Sprawdź moją ofertę, rozpocznijmy współpracę
Komunikacja, strategia i marka osobista dla osób publicznych z mandatem zaufania. Maciej Rytczak.
Przeglądaj inne artykuły
19 wrz
WORKATION czy WARCATION?
Przez lata na pytanie o moją California rzucałem z uśmiechem: „To mój plecak ewakuacyjny”. Ten żart właśnie przestał być śmieszny. Kiedy premier mówi w Sejmie o trudnej zimie i dronach, chłodna analityka zderza się z naszą potrzebą poczucia bezpieczeństwa. Strefa komfortu, w której żyliśmy przez trzy dekady, właśnie pęka. Czy w chaotycznym świecie posiadanie własnego planu B i zatankowanego campervana to tylko ucieczka przed biurem, czy już gotowość na coś więcej?
17 wrz
Nie potrzebujesz lepszego biura. Potrzebujesz lepszej perspektywy.
Rutyna zabija szybciej niż konkurencja. Gallup pokazuje, że 8 na 10 pracowników doświadcza wypalenia, a lekarstwem nie jest droższy open space, tylko autonomia i zmiana perspektywy. Świat potrzebuje i lotniskowców, i pirackich galeonów. Ten tekst jest o tym, dlaczego czasem ławka na klifie w Chorwacji działa lepiej niż warszawskie biuro za 10k miesięcznie.
11 wrz
Olsztyński listek przeżył niejednego dyrektora
W weekend zaparkowałem na nockę nad Ukielem. Pierwszy raz od dziesięciu lat. Na tabliczkach, flagach i całej gamie elementów brandingowych zauważyłem zielony listek, który wprowadzałem w 2010 roku. Włączyła mi się budująca retrospekcja o myśleniu systemowym.
2 wrz
Nie chcę nomadów w Ełku!
Ełk Workation Festival. Ciekawe wydarzenie o tym, jak ściągnąć do miasta ludzi pracujących zdalnie. Przy stole władze, instytucje, biznes i osadnicy. I ja z łyżką dziegciu w ręku. Jako gość, który ma przeszłość samorządową, a teraz często pracuje w campervanie.