Rozwój

Wysłaliśmy złe pliki. Miasto (i klient...) pokochało nasz błąd

30 lip

Duża kampania outdoorową miała pokazać letnie wyprzedaże w jednym z większych miast wojewódzkich. Zamiast tego na billboardach wylądowała zima. W środku najgorętszego lata od lat. To historia o tym, że czasem najlepszą kampanią jest ta, której nikt nie zaplanował.

Wysłaliśmy złe pliki. Miasto (i klient...) pokochało nasz błąd

Nie życzę nikomu takich pomyłek. Ale jeśli już się zdarzą, życzę takich happy endów.

Duża sieć handlowa. Sezonowa kampania wizerunkowa OOH i billboardy w całym mieście, letnie wyprzedaże, stawką setki tysięcy złotych obrotu w sezonie ogórkowym. Zespół gotowy, plan zatwierdzony, harmonogram rozesłany. Wszystko dopięte na ostatni guzik.

Tylko ten złośliwy e-chochlik, który pociągnął z dysku w chmurze nie te pliki, co trzeba.

Zamiast kreacji letniej do druku poszła zimowa. Nikt tego nie wyłapał na czas, plik miał podobną nazwę, tę samą numerację wersji, tylko (aż?) inną porę roku w środku. Billboardy wyjechały na miasto z zaspami śniegu i zimowymi kurtkami dokładnie wtedy, gdy termometry pokazywały wartości, przy których ludzie szukali odrobiny cienia.

Moment, w którym serce staje

Jest taki moment w tym zawodzie, kiedy telefon dzwoni, a Ty już wiesz, po samym tonie głosu, że coś poszło nie tak. Ten telefon zadzwonił, kiedy pierwsze billboardy były już zawieszone na mieście i nie dało się ich po prostu zdjąć i naprawić pomyłki.

Klasyczna reguła kryzysowa mówi: przyznaj się szybko, napraw, ucz się na błędach. Tym razem rzeczywistość napisała inny scenariusz, zanim ktokolwiek zdążył wcisnąć guzik alarmowy.

Miasto zrobiło to, czego nie planował żaden brief

Ludzie zaczęli robić zdjęcia billboardom. Nie z oburzenia a z rozbawienia. Zima na plakacie w trzydziestu paru stopniach w cieniu czytała się jak doskonały i pokrzepiający żart, który ktoś zrobił absolutnie świadomie. Niech mieszkańcy choć na chwilę odetchną od upału. Zaczęły krążyć zrzuty ekranu, komentarze, memy, vital w czystej postaci. Kierownictwo sieci, zamiast kryzysowej narady, dostało coś, czego żadna agencja nie potrafi zaplanować: prawdziwą, spontaniczną reakcję ludzi, którzy polubili markę za coś, czego marka nie zamierzała zrobić.

Pomyłkę oficjalnie nazwano kampanią guerilla, odwracającą znaczenia. I w pewnym sensie nią była, tyle że scenariusz napisał przypadek, nie zespół kreatywny.

Dlaczego o tym piszę

Nie po to, żeby usprawiedliwiać niedopatrzenia. Błąd w kampanii z takim budżetem to zawsze najpierw potężny stres, dopiero potem anegdota. Piszę o tym, bo pokazuje coś, czego nie ma w żadnym podręczniku komunikacji kryzysowej: czasem najważniejsza jest nie perfekcja procesu, tylko to, co robisz w chwili, gdy plan się totalnie sypie. Ten sam refleks, który każe szybko reagować na atak, każe też rozpoznać moment, w którym błąd zaczyna działać na Twoją korzyść. I wtedy nie gasisz pożaru, tylko... dorzucasz do niego drewna!

Życzę Wam błędów, które kończą się tak dobrze. A jeszcze bardziej życzę kogoś obok, kto w tej jednej sekundzie rozpozna różnicę między katastrofą a najlepszą kampanią sezonu.

Masz kampanię, przy której coś poszło nie tak? Nie pękaj. Czasem to nie koniec świata, czasem to początek najlepszej historii marki.

Sprawdź naszą ofertę i rozpocznij współpracę

Sprawdź nasze usługi, które pomogą Ci osiągnąć sukces w biznesie. Jesteśmy tutaj, aby wspierać Twoje ambicje.

POROZMAWIAJMY
Kontakt

Skontaktuj się z nami